środa, 15 czerwca 2016

Odjazdowe przygody...

Kilka dni maja i pare dni czerwca spedzilam w polskim Orszulkowie.
Prawie 10 dni...
Podczas tych prawie 10 dni wiele sie wydarzylo :)
Spotkalam sie z Lidia i Jej Malzonkiem,  spotkalam sie z Inkwizycja, Padre i Ada - Thrima, odwiedzilam moja Hale, wyprawilam urodziny mojemu Tacie, odwiedzilam Bozkowice i nasz domek nad jeziorem niedaleko Zamku Czocha.
Z moja Halinka pojechalysmy na koncert zab, ktory to roznosil sie w pokopalnianych klimatach rebiszowskich :) Przywiozlam z tego koncertu pewnego kleszczowego lokatora na mojej nodze, ktorego sie pozbylam nastepnego dnia...
Odwiedzilam rowniez Geopark - Kopalnia Sw. Jana w Krobicy - bardzo polecam wszystkim, ktorzy tam jeszcze nie byli, a maja zamiar przyjechac w izerskie klimaty :)
Miejscowym tez bardzo polecam ;) Tylko prosze sie cieplo ubrac :)
Prawie 10 dni szybko minelo...i z wielkim zalem, trzeba bylo wracac do wielkiego miasta London, gdzie ciszy nie uswiadczysz...
Dzien odjazdu...
Spakowalam walizki, ogarnelam moje mieszkanko, pozegnalam wszystko to i Wszystkich Tych, ktorych lubie i udalam sie do odleglego o 15 km domu rodzinnego, z ktorego mielismy wyruszyc na lotnisko we Wroclawiu.
W domu rodzinnym czekal na mnie pyszny obiad - placek po wegiersku w wykonaniu mojego Taty - mowie Wam - jest najlepszy na swiecie, jadlam wiele plackow po wegiersku ale te, ktore serwuje moj Tato to poezja smaku :)
No i nadejszla chwila wyjazdu...
Wsiadam do auta, przekrecam kluczyk a tu...zonk. Cisza... ;)
Nie wylaczylam swiatel, gdy podjechalam pod dom rodzinny...Akumulator siadl...
Nie przyznalam sie oczywiscie do tego i bardzo wszystkich namawialam,  zeby wypchac auto i odpalic go z gorki /dobrze, ze jest gorka/...
Autko szybko odpalilo, Tato otworzyl maske, zaczal cos tam szperac...a ja wtedy sie przyznalam co poczynilam ;)
Uwzgledniajac to moim strachem przed opierniczem ;)
Na wroclawskie lotnisko dojechalismy szczesliwie.
Odprawa.
Rozbieranie butow, zdejmowanie paskow i tym podobne.
Bagaz na tasme z "przeswietlarka"
Czekam - wyjezdza moja walizeczka ale moj plecaczek wyjezdza w druga strone - do kontroli...
Goraco mi sie zrobilo...Przeciez nic nie przemycam, co ja takiego tam mam...mozg mi buzuje od myslenia...
Mily pan, prosi o otwarcie plecaczka, wyjmuje cala zawartosc / czego tam nie bylo..., matkoicorko /...i co ja widze ?
Widze moje ulubione nozyczki, ktore to kilka dni wczesniej ulokowalam w plecaczku z konkretnym planem wykorzystania ich.
Niestety zapomnialam ich wyjac przed wyjazdem... i zostaly mi zabrane z podejrzeniem, ze bede chciala zrobic komus cos zlego w samolocie.
Wiem, ze to tylko nozyczki ale...darzylam je taka sympatia...Ech...Byly takie ostre, zgrabne i powabne... ;)
Na szczescie mam inne..



Dla wielbicieli mojego Feliksa ogrodowego...ktory kocha obserwowac slimaki ;)





 Pozdrawiamy orszulkowofeliksowoogrodowoslimakowo :)





66 komentarzy:

  1. Zobaczyłam te nożyczki i pomyslałam, o jak fajnie wygladają :) Myslałam, ze efekt zamierzony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba je tak zostawie w tej donicy, moze slimaki sie ich przestrasza i nie zjedza do konca maciejki, ktorej kazdego dnia coraz mniej ;)

      Usuń
  2. same przygody, ale co się strachu pewnie najadłaś to Twoje :) buty też każą zdejmować? o rany, to ja nigdzie nie lecę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz mialam wizje kontroli osobistej ;)
      I...krat ;)

      Usuń
  3. albo nie albo nie, zmieniłam zdanie, właśnie, że lecę :) ubiorę buty z wysokimi cholewkami i jak zacznę się guzdrać z rozwiązywaniem sznurówek to.....ich cholera weźmie :DDDDDDDDDDDDDDD i wszyscy się spóźnią na samolot, a moje zdjęcie nakleją na drzwiach lotniska z napisem "tej pani nie obsługujemy" chichichi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly, buty kaza zdejmowac, gdy maja gruba podeszwe, dobrze, ze majtek nie kaza zdejmowac ;)
      Jak sie zaczniesz guzdrac z butami, to mily pan z obslugi Ci pomoze je zdjac, juz Ty sie nie martw :)


      Usuń
    2. A ja nie miałam fcale grubej podeszwy i kazali zdjąć. Widocznie kaprawo z oczu mi patrzy:)

      Usuń
    3. Eee tam kaprawo Ci z oczu patrzy...
      Chcieli zobaczyc Twoje sliczne stopki :)

      Usuń
    4. Pazureta w kubraczku od Opakowanej ;)

      Usuń
    5. Pacz, o tym nie pomyslałam! O ja GC!

      Usuń
    6. dobrze, że przy majtkach nie jest taki chętny :DDDDDDDDDDDD

      Usuń
    7. Tego to ja juz nie wiem ...:D

      Usuń
  4. Kiedyś próbowałam do sądu wejść z młotkiem w torebce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram to sobie wyobrazic :)))))
      Artenko, chyba moj smiech na cala okolice teraz slychac :)))))
      No nie moge... :))))))))
      Artystka z Ciebie nie do podrobienia :))))))))

      Usuń
    2. Usprawiedliwiam się - byłam ławnikiem:)

      Usuń
    3. Arte, ja dalej nie moge...:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
      Usmialam sie teraz tak, jak po ostatnim niedzielnym poscie Miki :)

      Usuń
    4. A chciałaś poważnie komuś przywalić?

      Usuń
    5. Artenko, czekamy na odpowiedz :)

      Usuń
    6. Miałam ten młotek przypadkiem (już teraz nie pamiętam, po co go wzięłam ze sobą). Dopiszę, że byłam ławnikiem w Wydziale Rodzinnym i Nieletnich. Trzeba było widzieć minę strażnika, gdy ten młotek wyciągałam z torebisi:) Pipczało na bramce okrutnie:)

      Usuń
    7. Mina straznika byla na pewno bezcenna ;)

      Usuń
  5. A kto opiekowal sie Feliksem, kiedy Was nie bylo? Kto zachwycal sie jego slimakowymi obserwacjami w tym czasie? Kto mizial i jesc dawal? Kto kochal? He?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monsz ;)
      Ale jak juz przyjechalam, to Feliks menza ma gdzies... ;)

      Usuń
  6. No tak Orszulka terrrrrorrrrystka!!!!!! Tylko co Ty byś tymi nożyczkami zwojowała? :))))
    Feliks niezwykłym kotem jest!!!!! Jeszcze tylko mógłby zjadać te ślimaki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Feliks gustuje bardziej w spozywaniu much ;)
      Slimaki mu jakos bardziej obserwacyjnie odpowiadaja - swoja droga nie moge sie nadziwic jego dluzszemu skupieniu na nich ;)
      Marija, nozyczkami mozna wiele zwojowac...jeszcze by mnie jakis szal ogarnal i wtedy by bylo ;)

      Usuń
    2. Oj tak, oj tak! Można ciąć, ciąć, ciąć!!!

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że bardziej efektywne byłoby dźganie ;)

      Usuń
    4. A Feliks może będzie powieść pisał o życiu ślimaków :)

      Usuń
    5. Marija, po nim wszystkiego sie mozna spodziewac ;)

      Usuń
    6. Nożyczki, zwłaszcza ulubione i wyćwiczone dają duuużo możliwości.

      Usuń
    7. :: Kiedys przecielam pasek od sukienki, bo nie moglam go rozwiazac...
      ...acha i obstrzyglam lalke na lyso... :)

      Usuń
  7. No no Orszulko, nie miałam pojęcia, że takie przygody Cię spotkały przed powrotem do domu... coś Ty chciała ciachać tymi nożyczkami, co?! Mnie w Dublinie zabrali tasaczek do ziół... została sama deseczka (dobrze, że Padre potem dokupił).
    Te placki po węgirsku Twojego Taty już sobie wyobrażam... musimy - MUSIMY! - kiedyś się na niego wprosić ;)
    Ściskam Cię, kochana O., do zobaczenia w lipcu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inkwi, pare dni przed wyjazdem pojechalam sobie na lake z lubinem - no i wzielam te nozyczki po to, by go ladnie sciac do wazonu ;)
      A potem wlozylam je do plecaka i zapomnialam...
      Co do plackow to oczywiste, ze MUSICIE - Tato na pewno bedzie zadowolony smazac je dla WAS :)
      A pozniej pojdziemy na spacer :)
      Sciskam mocno :***

      Usuń
    2. ... chyba będziemy się toczyć... jak zawsze po wyżerkach u Ciebie ;-)

      Usuń
  8. Ciszy w Orszulkowie nie brakuje i wcale Ci się nie dziwię, że nie chcesz wracać do Londynu.
    Ale czas szybko przeleci, będzie lipiec i wtedy przyjedziecie na dłużej :)
    A nożyczkami jeszcze byś oczko komuś wydłubała, albo flaczki wypruła .... nie ma żartów ;))
    Opisem kontroli tym bardziej nie zachęciłam się do tego, żeby wsiąść w to wielkie, metalowe pudło i lecieć gdzieś tam ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłabym zapomniała - mizianki dla Felusia :***** zbójectwo mu z ócz wyziera, że hej ;)) Ale, że ślimaki są w stanie go zatrzymać - nie spodziewałabym się tego :))

      Usuń
    2. Lidia, ja wiem, ze Ty wolisz pociagi ;)
      Szkoda, ze Pendolino nie jezdzi na trasie Londyn - Poznan przez Jelenia Gore ;)

      Usuń
    3. Pomiziam go jak wroci z obserwacji, na razie siedzi w swoim obserwatorium ogrodowym :)
      A ze zbojectwo mu z oczek wyziera, to sie zgadza w 100% :)

      Usuń
    4. Skoro zbójectwo mu z ócz spozira, znaczy siem ta powieść to będzie kreminał!!!!! ;)

      Usuń
    5. Może by Mikę namówił do współpracy :)

      Usuń
    6. Spojrzal by swoimi pieknymi oczkami w cudne oczka Miki - i Ona na pewno by zechciala wspolpracowac :)

      Usuń
    7. Takiemu kotowi się nie odmawia ;)
      To ja poczekam na pendolino do Londynu, chyba ... :))

      Usuń
  9. À propos Twoichch nożyczek w plecaku przypomniała mi sie historia sprzed kilku lat, kiedy to mój G. (którego imię w ojczystym języku zgoła inną literą się zaczyna) wraz z koleżanką w związku z wyjazdem na jakię sympozjum za Wielką Wodę musieli udac się do konsulatu amerykańskiego w Krakowie w sprawie wiz. Trzeba wiedziec, że kolezanka zwana przez wszystkich Panią Halinką nosi wielka torbę od lat tę samą zawsze i wszedzie nawet na eleganckie wyjścia i oficjalne spotkania. Co ma w torbie bóg raczy wiedzieć, ona już nie pamięta. Przy wejściu do szacownej instytucji amerykańskiej zaczęło sie prześwietlanie i operacje wykrywaczem metali lub czymś w tym stylu. G. przeszedł bez problemu, a przy Pani Halince zawyło straszliwie. Wypadli z kanciapy jasyś antyterroryści, napadli na Pania Halinkę, wyrwali jej torbę i zapyutali co ma w środku. Ona na to, że same osobiste przedmioty, nic groźnego. Kazali wyjąć. Halinka otworzyła i zaczęła wyjmować cuda. Książki, klucze, portfel, okulary, otwieracz do piwa i konserw, suszarke do włosów w wersji mini, akcesoria makijażowe, buty na zmianę, skarpety, szal zwiewny, szal ciepły, rekawice, czapkę i....2 młotki, 4 śrubokrety, łom i saperkę. G. mało nie umarł, podobnie jak personel na wejściu. Na pytanie po co jej to, odparła, że taka ma pracę, a to sa jej narzędzia. Pani Halinka juz jest na emeryturze, ale była sztuczną historyczka i archeologiem i pracowała w terenie jako przedstawicielka konserwatora zabytków. Pani Halina to była instytucja. Teraz już takich nie produkują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajna opowiesc Owieczko :)
      O srubokretach i mlotkach w torebkach slyszalam ale o saperce i lomie pierwszy raz :)
      Brawa dla Pani Halinki :)

      Usuń
    2. Co to znaczy sztuczna historyczka???

      Usuń
    3. Tez sie nad tym zastanawiam... ;)

      Usuń
    4. Historyk sztuki, który u nas zwie się w pewnych kręgach historykiem sztucznym.

      Usuń
    5. O, to bardzo ciekawe :)

      Usuń
  10. Ooooo! ja podpadam pod kategorię "pani Halinki";))) Nosze zawsze nożyczki - mało tego - składany nóż z multitulem, który już mi nieraz życie uratował;)) Ale - ja stworzenie ziemne - nie latam nigdzie;) Chyba że z siodła na glebę;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krecie, nastepna Artystka z Ciebie - noz z multitulem :)
      No nie moge :)))
      Z siodla na glebe jeszcze nigdy nie latalam, bo nigdy nie bylam na siodle.
      Moze sprobuje :)

      Usuń
    2. Schweizer Taschenoffizier Pani Halinka tez miała.

      Usuń
    3. Mój nie jest Schweizer, a nawet na pewno Made in China;) Ale daje radę;)

      Usuń
  11. Krecie, co znaczy multitul? Taki wszystkorobiący? Jakaś gupia jezdem, nic nie kumam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, wielofunkcyjny :)
      Tak mi sie wydaje ;)

      Usuń
    2. Tak, tak;) Taki scyzoryk, który ma w sobie szfystko, nawet latarkę, koparkę i ładowarkę;)))

      Usuń
  12. Co też ciekawego może pomieścić taka torebisia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artenko, ksiazke mozna by bylo o tym napisac :)

      Usuń
  13. Oho, niezbyt przyjemne przygody na granicy. Raz miałam osobistą. Na szczęście nie kazali gaci i stanika ściągać. Byłam taka wściekła, że myślałam, że pogryzę. A ostatnio mego kuzyna na wjeździe do Izraela trzymali sześć godzin, i sprawdzali, czy nie terrorysta. Obdzwaniali pół Europy. Na szczęście jechał do głównego rabina Izraela na serwis do okien, które jego firma u niego wstawiała, to ów rabin przyjechał po niego na granicę i poręczył, potwirdzając, że zna go z wcześniejszych przyjazdów. ... A Twój rudzielec w zielonościach cudny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, to przezycia graniczne mialas wieksze niz ja ;)
      A z rabina porzadny czlowiek. Dobrze, ze wszystko sie pomyslnie zakonczylo.
      Bardzo dziekuje za zachwyty nad rudzielcem :***

      Usuń
  14. posze jedyny to tylko nożyczki .Do mojego małego plecaka kiedyś mi wsadzono kawałek pasztetowej ( wielbię ją ) i o niej zapomniałam .Plecak powiesiłam na wieszaku i po tygodniu go zdjęłam gdy nastał czas powrotu. Pewnie ze śmierdziało ale nikomu do łba nie strzeliło , że to z mojego plecaka.Na lotnisku nastała wielka konsternacja zwłaszcza że nie umiałam przetłumaczyć że to co daje czadu zapachowego to PASZTETOWA TYGODNIOWA
    macham wieczorowo - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gryzmo, kochalam moje nozyczki ;) A teraz pewnie jakas baba sie nimi posluguje...
      Nie moge z tej pasztetowej :)
      Polecialas z pasztetowa czy Ci zabrali ? ;)

      Usuń
    2. zabrali z obrzydzeniem - ona się juź nieźle rozmazywała.Nawet padło pytanie : czy pani takie rzeczy je?

      Usuń
    3. :) pewnie mieli ochote puscic pawia ;)

      Usuń

Moderuje komentarze do starszych postow aby mi nie umknely ;)
Bardzo dziekuje za kazde napisane slowo :)