piątek, 17 czerwca 2016

Sześć lat z życia dzikiej czereśni…(zwanej też trześnią albo cześnią)

Mialam napisac wstep...

Bardzo bylo mi smutno, gdy przeczytalam pozegnalny post Oli i Cezarego z bloga "Pod tym samym niebem" 
Czytajac Ich blog zawsze bylam pelna ciekawych przemyslen i wzruszen...
Tesknilam...Nie tylko ja...
Napisalam do Oli...
Owocem naszej korespondencji jest ponizszy tekst.
Olenko - bardzo Ci dziekuje, ze moge Cie goscic w Orszulkowie - czuj sie tutaj jak u siebie :)
Orszulka

**********************************************************************************************************************

Ola pisze...

   Pierwszy raz zobaczyłam ją w lipcu 2010 roku. Najpierw spojrzałam na nią. Nie na dom. Rosła wówczas na podwórzu w towarzystwie dzikich chaszczy oraz ogromnej stodoły. Z powodu bezpośredniej bliskości tej stodoły była krzywa i pod dziwnym kątem przechylona. Nigdy nie podcinana. Dzika. Obwieszona kiściami dorodnych jagód. Zapraszająca, aby przedrzeć się przez otaczające ją pokrzywy i sięgnąć po słodkie owoce. Sięgnęłam. Przymknęłam oczy z rozkoszy. W tym smaku, w aromacie odnalazłam radość dzieciństwa, nadzieję odrodzenia, słodycz niewinnych, letnich obietnic. To ona pomogła mi zdecydować, że tutaj, właśnie tutaj będzie moje nowe miejsce.
 

   Była z nami wtedy, gdy następnego roku rozbieraliśmy stodołę. Dodawała sił, gdy w przerwach między piłowaniem starych krokwi i taszczeniem dachówek przysiadaliśmy na moment na ławce i łapczywie wgryzaliśmy się w jej soczysty miąższ. Budziła beztroski śmiech, gdy młodziutka Zuzia łapała w locie rzucane jej jagody i pożerała z apetytem albo obsługiwała się sama obrywając owoce z trzymanych przez nas gałązek. Czereśniowa Zuzia, my zdrowi, ustrojeni kolczykami z czereśni radośni, wiecznie młodzi, pełni ufności w nasze siły…


   Trześnia pozostała na straży obejścia, gdy już stodoła nie zasłaniała jej słońca oraz widoku na pola i lasy. Z ciekawością spoglądała w dal. Poznawała niedostępną dotąd przestrzeń. Rozpoznawała nas, gdy wracaliśmy z wędrówek do domu. Witała brzęczeniem pszczół i trzmieli oraz miauczeniem któregoś z kotów siedzących bezpiecznie w gąszczu jej zieloności.
   To w jej cieniu odpoczywaliśmy w upalne dni. Chroniła nas przed skwarem. Zasłaniała przed światem. Opowiadała baśnie i ciekawe historie.  Obdarzała czułym poszumem liści i nie raz usypiała, gdy spoczywaliśmy pod nią ufnie na leżakach. Jesienią zachwycała zmienną barwą listowia. Bywało ono wówczas łososiowo-różowe, pomarańczowo-bordowe, rudo-brzoskwiniowe, bananowo-złote. Wiosną wzruszała niewinną bielą płatków kwiatów a potem koralami smakowitych, pąsowych owoców. Śpiewałam jej rzewne, stare piosenki. Nuciłam nowe. To pod nią najmilej nam było przyjmować gości ze świata oraz zaprzyjaźnionych sąsiadów. Tu żartować, śmiać się, zwierzać sobie albo milczeć słuchając koncertów świerszczy. Planować kolejne prace gospodarskie, naprawy i przebudowy. Patrzeć na to jak wszystko nam pięknie w ogrodzie rośnie i cieszyć się zebranymi darami ogrodu i pola. Siedząc na zrobionej przez Cezarego ławie przyjemnie było popijać musujący napój z kwiatów czarnego bzu albo wspaniały kompot trześniowy, przesycony niezwykłym aromatem gorzkich migdałów. Zajadać zupy jarzynowe z nietypowo wielkich, chłopskich talerzy ustawionych na stole autorstwa również mego męża. Ależ to były pychoty. Dobre, pogodne chwile pod krzywą cześnią…





   Jednakże dwa lata temu zaczęliśmy się martwić o naszą trześnię. Na jej pniu pojawiły się liczne pęknięcia oraz pleśń. Kora zaczęła się łuszczyc wielkimi płatami i obłazić niczym skóra z oparzonego ciała. Coś najwidoczniej zaczęło jej szkodzić. Nie mieliśmy pojęcia, co to być mogło…? Zdało się nam nawet, iż cześnia mocniej się przechyliła. Jej gałązki stały się kruche a owoce mniej dorodne. Trzeba było podciąć kilka szczytowych gałęzi by odciążyć nasze ukochane drzewo. Tak tez zrobiliśmy. Mieliśmy nadzieję, że to je uratuje, że odrodzi się i następnego roku wypuści nowe gałęzie, pokazując znowu swą siłę i urodę. Jednak mimo wszystkich starań cześnia skrzywiała się coraz bardziej. W wietrzne dni skrzypiała i skarżyła się na bóle reumatyczne w kościach i rozlicznych pęknięciach. Rana otwierająca się na jej korze powiększała się i powiększała ukazując ziejący lękiem krater.

   W zeszłym roku wiosną jedna z mocniejszych, czereśniowych gałęzi utrzymała dwa koziołkowe ciała, gdy dokonać się musiała w naszym gospodarstwie sprawa ostateczna z nimi.  Trześnia to wytrzymała. W milczeniu przyjęła ofiarę krwi spływającą w mroki jej korzeni. Po wszystkim poważnie spojrzała mi w oczy i szepnęła, że takie jest życie, że czasem nie da się uciec przez najgorszym. Wiedziałam, przeczuwałam to, ale w sercu zalęgła się nowa drzazga.
 - Ileż serce tych drzazg znieść może…?  - zapytałam gładząc pień drzewa. Ono coś mi odrzekło, ale pierwszy raz nie zrozumiałam. Wkrótce potem niebo zaciągnęło się burzowymi chmurami. Wiosenny deszcz łączył się z łzami. Z targanej wichurą trześni opadło mnóstwo młodych liści… Ale stała. Ciągle wytrwale stała wpatrując się w ziemię i niebo. Czas mijał, zsyłając pogodę i niepogodę. Nowe bóle nam i drzewu, ale i nowe nadzieje. Dzika czereśnia z podwórza nadal dawała dużo cienia. Nadal miło było odpocząć pod nią nam i naszym psom. Przytulić się i zwierzyć ze swych trosk. Zrzucić z serca ciężar. Odetchnąć.

   W tym roku jednak stan drzewa był już tak zły, że wydało z siebie zaledwie kilka owoców. Nie zdążyły się nawet zaczerwienić a już sczerniały i opadły. Jakaś rezygnacja oplotła nas i bezbronną czereśnię. Serce biło w niej niepewnie. Pień zmiękł tak bardzo, iż można było wkładać weń palce niczym w masło. Rana powiększyła się ukazując sam rdzeń kruchego życia.  Drzewo w każdej chwili groziło zawaleniem i jakimś niebezpiecznym wypadkiem dla kogoś z nas znajdującego się akurat w pobliżu.
Trzeba było więc podjąć decyzję. Smutną dla nas, bo ostateczna...
W siąpiącym od rana czerwcowym deszczu ścięliśmy ukochaną trześnię. Gałąź po gałęzi. Pierwszy raz ujrzeliśmy to, co było dotąd dla nas zakryte - różowo-łososiowy środek pnia. Wówczas obudziły się w nas wyrzuty sumienia. Bo ten środek raptem wydał się nam całkiem zdrowy. Chyba tylko na zewnątrz trześnia chorowała. Może nazbyt pochopnie ją ścięliśmy? Może by jednak wytrwała kolejne lata? Może by się odrodziła? Cóż!  Za późno na takie żałosne rozmyślania. Stało się. Takie jest życie. Nie odwróci się przecież czasu. 




   Przygnębieni zanosiliśmy kawałki trześniowego drewna pod wiatę i nic do siebie nie mówiąc układaliśmy je troskliwie do wyschnięcia. Psy kręciły się w pobliżu ze spuszczonymi ogonami albo schowane w budach spoglądały na nas z niemym wyrzutem. Tylko kozy pasły się zadowolone na bujnym listowiu dzikiej czereśni i chrupiąc ze smakiem zastanawiały się pewnie skąd nagle taka cześniowa, wspaniała uczta…?



   Dziwnie pusto teraz na naszym podwórzu. Goło jakby i obco. Spoglądamy jednak z nadzieją na młodą trześnię. Córkę tej ściętej. Rośnie nieopodal kikuta pnia matki - tuż przy oczku wodnym. Zdrowa, strzeliście prosta i pełna wiary w dobrą przyszłość. Obiecująca powrót beztroskich lat, rzewnych pieśni i słodkich owoców. I my wierzymy, że kiedyś spróbujemy jej jagód a w cieniu czereśniowego listowia ustawimy nasze leżaki i ułożywszy się na nich w pogodny dzionek westchniemy z ulgą słuchając nowych trześniowych opowieści i bajań…

26 komentarzy:

  1. Zycie jest bezlitosne, stale kaze nam sie zegnac z ludzmi, zwierzetami, drzewami, ktore towarzyszyly nam przez wiekszosc zycia. Sciecie ukochanej trzesni bylo jak uspienie ukochanej Kiry, zawsze pozniej zostaja watpliwosci, czy to nie za pochopnie, nie za wczesnie, bo moze... Pozostaje ogromna luka i wyrwa w sercu, wielki zal i zaloba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mowia, ze czas goi rany...
      Moim skromnym zdaniem on je tylko zabliznia...

      Usuń
  2. Orszulko kochana...Pieknie ten tekst wygląda u Ciebie. Patrzę i się wzruszam...Bardzo Ci dziękuję za to, że znowu mogłam coś napisać i umieścic swoją opowieśc o Trześni w Twym przyjanym, dobrym Orszulkowie. Kiedyś napisałam w którymś z wierszy, że cudowne są takie wzruszenia, gdy dowiadujemy się, iz ktos myśli, pamięta i docenia. Tak sie właśnie poczułam, gdy napisałaś do mnie, gdy poczułam pozytywne zaskoczenie, ciepło w sercu i uczucie, że ponowne pisanie może mieć sens, że ma moc zsyłania ulgi i innego rodzaju spokoju niż milczenie i schowanie sie we mgle.

    A co do trześni...Myślimy z mezem, jak zagospodarować ten kikut po niej, który został...Może zrobimy tam stolik albo podpórkę pod jakąs donicę...? Nie chcemy jej wycinać do końca. Była dla nas zbyt ważna, podobnie jak blog "Pod tym samym niebem".Nawet kikut budzi dubre wspomnienia, wzruszenia i refleksje.

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaprzyjaźnionych czytelników Twego gościnnego "Orszulkowa" oraz miejsca "Pod tym samym niebem". Dziękuję za pamięć, życzliwe myśli oraz pełne wrażliwosci i głębokiej zadumy słowa!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drewno czereśniowe jest piękne, można więc z Waszej czereśni Olgo zrobić coś pięknego i wtedy będzie cieszyć Was drugim życiem :)

      Usuń
    2. Otóż to, jakiego świątka, czy boginię obejścia...Albo stołek.
      Pozdrowienia!

      Usuń
    3. Olu, na pewno cos ciekawego wymyslicie.
      Ona na zawsze pozostanie w Waszych sercach, a jej namiastka fizycznosci na Waszym podworzu...
      A jej corka niech rosnie dajac Wam wiele radosci i milych chwil.

      Usuń
  3. Dzięki Orszulko za udostępnione łamy dla Oli, jednocześnie zła jestem na siebie że nie wpadłam na pomysł ale nic straconego prawda Olu? :)
    A naszej ukochanej jabłoni zrobiła się wielka dziura, na forach piszą że da sobie radę, nie wiem na razie daje radę zimę przetrwała. Nic nie wiem o czereśniach czego nie lubią, czego się boją co potrzebują. Mogę trochę pogadać o jabłoniach, podkarmiam ptaki wiosną i altem i patrzę z zachwytem, gdy całe stado wpada "biegiem" w liście jabłoni i buszuje w nich szukając owadów, czasem widzę jak żerują na świerku lub jodle. W ptasim karmniku jest zawsze ziarno niech się najedzą do syta, zakąszając dzikiem białkiem. :)
    Serdeczności Olu propozycje rozważ proszę. Dla Orlszulki podziękowanie piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, milo, ze zajrzalas, przeczytalas i napisalas :)
      Kazdy komentarz mnie cieszy, dajac sens prowadzenia tego bloga.
      Dla mnie to wielki zaszczyt, ze Ola napisala w Orszulkowie.
      Napisala jak zawsze z wielka wrazliwoscia, wzruszeniem i empatia...
      Zechciala sie podzielic uczuciami...za co Jej bardzo dziekuje.

      Pozdrawiam Cie serdecznie Elu :***

      Usuń
  4. Napiszę egoistycznie, że mi Twoich wpisów i komentarzy brakuje, Olu ....

    Rozumiem Wasz ból doskonale, bo kiedy widzę, że jakieś drzewa są ścinane, to bardzo mnie to boli i nie ma w tych słowach nic z przesady.
    Cała nadzieja w córce ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidia, a ja Ci napisze...
      Lacze sie z Toba w tym egoizmie...

      Usuń
  5. Orszulko, masz taka empatyczna nature...Mika mi wposmniala o Twej dobroci plynacaej z serca i oczu:)

    Tekst Oli, taki smutny ale i piekny, o przemijaniu.
    Kiedy czasem przechodze obok domu babci, i nie ma tam juz wielkiego krzaku bzu, to lzy mi kapia , taki byl ladny, komu przeszkdzal? Godze sie z tym. Ale boli.

    Buziaki Orszulko.
    Ps. za klka dni bede w Londynie. Moze udaloby sie nam spotkac. Orszulko co o tym myslisz?
    Jakbys miala ochote to pisz:k.saszka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst Oli jest ponadwymiarowy...
      O przywiazaniu, tesknocie, kochaniu, wielkim smutku gdy cos sie konczy i radosci, gdy cos sie zaczyna...
      Czesto jest tak, ze z pewnymi wydarzeniami musimy sie pogodzic mimo wielkich rozterek i bolu.
      Takie to nasze zycie...
      Dziekuje za cieple slowa :***
      Napisze do Ciebie na @
      Tule mocno :***

      Usuń
  6. I ja mam taką czereśnię. Właśnie wiatr rozpłatał ją na pół. Mam nadzieję, że połowa też da radę. Bardzo ją lubię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, niech ta druga polowa Twojej czeresni bedzie silna.
      Czeresnia na dzialce po moich dziadkach pewnego dnia uschla, opadly zielone liscie, biale kwiaty, ucichlo brzeczenie pszczol...
      Wiem jak to jest, gdy traci sie drzewo, ktore bylo nam bliskie...
      Bede trzymala kciuki za Twoja polowke czeresni :)

      Usuń
  7. Nie rzucasz słów na wiatr, Orszulko... jednak napisałaś, co więcej, skłoniłaś Olgę do pisania ;) Tak, bardzo nam brakowało i brakuje Ich bloga, ale teraz jakby ociupinkę mniej ;)
    I tylko szkoda, że tyle smutku, żalu i poczucia straty jest w tym wpisie. Ale i nadzieja na przyszłość ;)
    Dużo ciepła w sercu, kochane Dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inkwi, trzymajmy sie tej nadziei na przyszlosc, mocno, mocno :)
      Dopoki jest nadzieja to jest sens.
      Smutek, zal i poczucie straty to uczucia wpisane w nasze zycie tak jak radosc, smiech, poczucie szczescia.
      I wszystkim tym mozna sie podzielic - najwazniejsze aby miec z KIM.
      Serdecznosci :***

      Usuń
  8. Ciekawe co jej się stało...Pozdrawiam Cię Was bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dlaczego piekna czeresnia Oli i Cezarego zaczela chorowac i co jej sie stalo tego chyba nie wie nikt...oprocz niej samej.
      Serdecznosci :)

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. piękna i bardzo sentymentalna opowieść. drzewa żyją razem z nami, są świadkami naszego życia i tego, co było przed nami i często tego i co po nas. mogłyby dużo opowiedzieć. dlatego taki wielki żal, kiedy umierają i pozostawiają puste miejsce. tak to już jest. stare odchodzi i robi miejsce dla nowego na kolejne pokolenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly, Ola zawsze tak pisze - pieknie, sentymentalnie i z wrazliwascia.
      A Ty pieknie napisalas ten komentarz - masz racje, drzewa sa swiadkami naszego zycia, skarbnica tajemnic...
      Pociecha dla ludzkiego zycia, dla pokolen.
      Sciskam Cie mocno kochana :***

      Usuń
  11. Olgo, piękny i wzruszający tekst. Oczy mi się zaszkliły.
    Też przywiązuję się do drzew.

    Orszulko, jak dobrze, że umieściłaś w Orszulkowie post Oli. Pasuje tu idealnie.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalipso, macie z Ola wiele wspolnego :)
      Pieknie piszecie...czlowiek sie delektuje kazdym Waszym slowem, przemysleniem.
      I za to Wam dziekuje kochane dziewczyny :)
      Kalipso, bardzo dziekuje za cieple slowa, jestem szczesliwa, ze Ola ten post napisala - Olenko, jeszcze raz bardzo Ci dziekuje :***

      Usuń
  12. Piękna, wzruszająca historia. Tylko dobrzy wrażliwi ludzie widzą w otaczającej nas przyrodzie naszych wiernych przyjaciół.
    Pozdrawiam Was, Dziewczynki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze tych dobrych, wrazliwych ludzi spotykamy na naszych sciezkach zycia.
      Twoje pozdrowienia Sonic przyjmuje z wielka radoscia, Ola na pewno tez.
      Serdecznosci :***

      Usuń

Moderuje komentarze do starszych postow aby mi nie umknely ;)
Bardzo dziekuje za kazde napisane slowo :)